Dotychczasowa przygoda polskich klubów w Lidze Europy nie może napawać optymizmem. O ile Jagiellonia Białystok nawiązała walkę z Olimpiakosem, tak Lech rozpoczął te rozgrywki kompletnym blamażem. Wyjazdowe spotkanie z Crystal Palace mogło rozpocząć się dla Lecha bajkowo. Już w 2 minucie w świetnej sytuacji pięć metrów przed bramką odnalazł się Ishak. Szwedzki snajper kompletnie jednak przestrzelił. Później było już tylko gorzej. W 10 minucie w defensywie „Kolejorza” doszło do absurdalnego nieporozumienia. Terry Yegbe zdecydował się na daleki wyrzut piłki z autu wzdłuż linii pola karnego. Do piłki dopadł jednak napastnik przeciwników – Yeremy Pino, który miał już przed sobą tylko bezradnego Mateusza Lisa. 30 minut później, już przy wyniku 3:0, doszło do kolejnej niefortunnej akcji z Yegbe w roli głównej. Około 30 metrów od własnej bramki Ghańczyk instynktownie kopnął piłkę, chcąc prawdopodobnie wybić ją na rzut rożny. Ta jednak poleciała w kierunku samego okienka bramki „Lechitów” (Wideo). Od zapisania się w kronikach Ligi Europy za sprawą spektakularnego samobója defensora uchronił ostatecznie spalony we wcześniejszej fazie akcji.
"TO BYŁBY KOSZMAR" 🥶
Terry Yegbe był bliski zdobycia spektakularnego samobója…#UEL pic.twitter.com/GCqvcjfyY6
— Polsat Sport (@polsatsport) September 17, 2026
W drugiej połowie triumfatorzy poprzedniej edycji Ligi Konferencji spuścili już z tonu. Paliwa pod sam koniec dolał im jednak sam „Kolejorz”, a konkretnie Radosław Murawski, który 87 minucie wyleciał z boiska za sprawą drugiej żółtej kartki. Chwilę później „kropkę nad i” postawił Eddie Nkietah podwyższając prowadzenie na 4:0. Całościowy obraz gry Lecha nie był może aż tak fatalny jak wynik, sam Ishak w topowej formie mógłby skończyć ten mecz z dubletem. Trzeba jednak pamiętać, że Crystal Palace wyszli na to spotkanie w zasadzie drugim garniturem.
Najlepsze plakaty tylko w GIGA SPORT!!!

