Manchester City od lat znany jest z płacenia ogromnych kwot za piłkarzy. W samym 2026 roku na ledwie trzy najdroższe transfery wicemistrz Anglii wydał ponad 350 milionów euro. Było to najbardziej kosztowne okienko transferowe w historii City, ale poprzednie lata nie były wcale znacznie mniej okazałe. Skąd na to wszystko pieniądze? Od 2008 roku właścicielem klubu jest członek rodziny królewskiej Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Mansour bin Zayed Al Nahyan. Szkopuł polega jednak na tym, że wydatki klubów są regulowane przez UEFA, poprzez finansowe Fair Play. W ostatnich latach w ramach tego prawa karane były kluby obracające wielokrotnie mniejszymi środkami, co sprawiało wrażenie, iż poczynania organizacji z Manchesteru przechodzą pod radarem. Wiele wskazuje jednak na to, że „The Citizens” nie ominie kara. Według doniesień amerykańskich mediów Manchester City został uznany winnym w 114 z 115 zarzutów, które zostały postawione w 2019 roku w sprawie fałszowania danych finansowych. Takie działanie mogły potencjalnie ukrywać część wydatków, zakłamując tym samym bilans klubu w finansowym Fair Play. Jeśli władze Premier League dojdą do właśnie takich wniosków wachlarz sankcji byłby olbrzymi. Ciężko oszacować jaki byłby dokładny wymiar kary, gdyż nigdy wcześniej wobec żadnego klubu nie egzekwowano tak wielkich nieścisłości. Oprócz konsekwencji finansowych w grę wchodziłyby ujemne punkty czy nawet degradacja. Na tym jednak nie koniec. W okresie, którego dotyczy śledztwo City aż czterokrotnie sięgało po mistrzostwo Anglii. Gdyby udało się powiązać nieścisłości finansowe z omijaniem Fair Play łatwo sobie wyobrazić, że inne kluby domagałyby się odebrania tych tytułów.
Więcej sportowych newsów w najnowszym GIGA SPORCIE!!!

