Tragiczna historia polskiego piłkarza

-

- Reklama -
Adam Ledwoń - historia piłkarza.
Adam Ledwoń. / Fot. Flickr

Na horyzoncie dobry finansowo kontrakt z drugiej lidze austriackiej, końcówka kariery w ukochanym GKS-ie Katowice, a potem? Pewnie zostałby ekspertem telewizyjnym, bo mówił barwnie, był postacią nietuzinkową i przy okazji uwielbianą. Dziś, gdyby żył, miałby 48 lat. Impuls sprawił, że dzień przed meczem Austria – Polska na EURO 2008 popełnił samobójstwo. Oto historia Adama Ledwonia.

Mieliśmy jeszcze o meczu Polska – Austria rozmawiać w Polsacie Sport Extra przez najbliższą godzinę, ale nie porozmawiamy. W zasadzie wszystko, co dzisiaj widzieliśmy, zeszło na dalszy plan godzinę temu, kiedy dostaliśmy tragiczną informację, że dziś śmiercią tragiczną zginął nasz przyjaciel, były reprezentant Polski, ekspert Polsatu na te mistrzostwa Europy – Adam Ledwoń. Już nic nie jesteśmy w stanie więcej powiedzieć. Dobranoc państwu – tak informację o śmierci Adama Ledwonia przekazał w studiu po meczu Szwajcaria – Turcja Mateusz Borek, co z niedowierzaniem przyjęli siedzący obok goście goście: Zbigniew Boniek, Piotr Świerczewski i Wojciech Kowalczyk. Był 11 czerwca 2008 roku.

Policja poinformowała, że Ledwoń targnął się na życie późnym wieczorem we własnym domu. Śledztwo wykluczyło udział osób trzecich. Zostawił list skierowany do najbliższych. Napisał, że kocha żonę, żeby zajęła się dwójką dzieci i że za wszystko przeprasza.

Austriacka liga straciła największego wojownika

- Reklama -

Problemy, owszem, miał. Ale kto ich nie ma? Bliscy znajomi, przyjaciele nie mają wątpliwości: to musiał być impuls. Ledwoń wielokrotnie mówił – niby w żartach – że się powiesi, więc nikt nie traktował jego słów poważnie. Tamtego wieczora był jednak śmiertelnie poważny. I, niestety, słowa przekuł w czyny.

Gazeta „Kronen Zeitung” napisała, że austriacka liga straciła „największego wojownika”. Ledwoń słynął z ostrej gry, często karany był żółtymi kartkami. Żartowano, że był piłkarzem od zadań specjalnych, a przeciwników ustawiał od pierwszej minuty.

Podczas derbów Wiednia podszedł do największej gwiazdy rywala i ryczał. Ryczał jak lew. Do tego stopnia, że przeciwnik unikał go na boisku jak ognia. A w przerwie poprosił o zmianę. Psychicznie nie wytrzymał starcia. Innym razem Ledwoń dosłownie rzucił się na Dietmara Kuehbauera, gdy ten powiedział głośno, że „z tym śmierdzielem Polakiem wywiadu nie będzie udzielał”. Większej bijatyce zapobiegli koledzy z drużyny. Kiedyś zresztą, niby w ferworze boiskowej walki, złamał mu nos.

Walka i nieustępliwość – to były jego znaki rozpoznawcze. W rzeczywistości był to tylko dodatek. W końcu gdyby nie umiejętności piłkarskie, nie zaszedłby tak daleko.

- Reklama -

– Takich graczy mało kto lubi, a to oni wykonują czarną robotę. Adam ciężko harował na boisku i ciągnął drużynę. Wskazywał kolegom kierunek. Poza licznymi kartkami, miał znakomitą technikę; potrafił podać piłkę co do metra. Był agresorem, ale niesprawiedliwe byłoby nie docenić jego piłkarskiej klasy – oceniał po latach kolegę z boiska Radosław Gilewicz.

Tym razem to nie był żart

W Polsce grał w Odrze Opole i GKS-ie Katowice. Potem trafił do Niemiec, gdzie reprezentował barwy Bayeru Leverkusen i Fortuny Koeln. Ostatnie osiem lat spędził w Austrii. Austria Wiedeń, Admira Wacker Moedling, Sturm Graz i Austria Kaernten – w tych klubach stanowił wartość dodaną. Do tego 18 występów w reprezentacji Polski. Któż by nie chciał mieć takiej kariery?

Kogokolwiek by nie zapytać, o Ledwoniu mówili tak: najpierw mówił, robił, a potem dopiero myślał. Gdyby wytrzymał jeszcze chwilę, może kilkadziesiąt minut, może kilka godzin, zapewne nie targnąłby się na swoje życie. Tamtego wieczora jednak problemy wygrały.

Nie poradził sobie z zawirowaniami rodzinnymi. Wyprowadzką żony, zabraniem przez nią dzieci i jej wyjazdem do Polski. W ostatnim czasie często sięgał po alkohol. Z okazji meczu biało-czerwonych z Niemcami na EURO 2008 w swoim domu w Klagenfurcie gościł liczną ekipę znajomych.

W końcu oni wyjechali, został sam. Zadzwonił do jednego ze znajomych i mówił: – Nie dzwoń już do mnie. Mariola odeszła. Idę się wieszać.

Tak mówił wielokrotnie, kolega wziął to więc za żart, jeden z wielu, które Ledwoń lubił robić w szatni i w życiu prywatnym.

Dzień później miał być ekspertem telewizyjnym podczas meczu Austria – Polska. Nie zdążył… Adam Ledwoń odszedł w wieku 34 lat.

- Reklama -

UDOSTĘPNIJ

GIGA SPORT

Lewy kontra Haaland. Kto jest lepszy? Pojedynek snajperów w najnowszym GIGA Sporcie!

Październikowy GIGA Sport już w sprzedaży. Wielkie postery polskiej reprezentacji i Barcelony, piłka Lewego prosto z Hiszpanii oraz oryginalna koszulka najlepszego snajpera Europy!!! Ranking Ligi Mistrzów,...