Kiedy oglądamy mecze Argentyny na mundialu w Katarze, często widzimy na trybunach dwóch byłych piłkarzy o dużej renomie. Mowa o Mario Kempesie i Jorge Valdano – obaj panowie mają wiele do powiedzenia, z tym że Valdano to wzięty publicysta od wielu lat. Jego opinie są szczególnie ciekawe i wyraziste. Tak było i tym razem.
Zawsze bez zacietrzewienia
Valdano unika zacietrzewienia jak tylko może. Nie jest fanatykiem, dlatego przez lata mógł godzić oddanie Realowi Madryt, pracę w tym klubie z ciągłym okazywaniem wsparcia i sympatii Leo Messiemu. A przecież rywalizacja barcelońsko-madrycka wiązała się z wieloma animozjami i toksyczną atmosferą. On wznosił się ponad tę radykalną wrogość jako człowiek z klasą, taktem i esteta futbolu.
Valdano o „maradońskim” Messim
Tym razem, przy okazji mundialu, Valdano po raz kolejny zabrał głos.
Argentyńczykom imponuje, jak… śpiewa Messi
Leo Messi dał z siebie wszystko, co widzieliśmy, gdy imponował i prowadził drużynę do końcowego triumfu szczególnie przeciwko Meksykowi, Australii i ostatnio Holandii. To dzięki niemu udało się otworzyć wynik tej rywalizacji (świetnie wypatrzył partnera z drużyny i posłał do niego idealne podanie), a Messi ujął też rodaków, gdy po meczu z Australijczykami śpiewał z kibicami z wielką ekspresją.
Co więcej, opinia publiczna w Argentynie jest zachwycona nawet tym, z jaką pasją ich lider śpiewa hymn przed meczami.
Koniec z „pecho frio”
Messi już nie jest „pecho frio„, jak określa się choćby w Argentynie graczy pozbawionych zaangażowania, zacięcia, woli walki. Po triumfie w Copa America gra wspaniale w kadrze i Argentyna wciąż wierzy w złoto na mundialu w Katarze. A może wierzyć, ponieważ ma Messiego w gazie.
Jakże futbol bywa przewrotny. Jeszcze nie tak dawno Messi był w kraju wyszydzany, czyniono mu wiele zarzutów i obraźliwych uwag. Rozważał poważnie rezygnację z gry w drużynie narodowej. Był tego blisko, by poddać się. Ale jednak okazał się wytrwały i dzięki temu przeżywa teraz piękne chwile. A ich zwieńczeniem może być wiktoria na mundialu w Katarze. Kto to wie…

