Wczorajsza noc w NBA przyniosła nam wszystko czego można było oczekiwać od fazy play-off.
New York Knicks nie tyle wygrali, co zmietli Atlanta Hawks. Wynik 140:89 mówi sam za siebie. 51 punktów różnicy to jedna z najwyższych wygranych w historii play-offów.
Knicks prowadzili już po pierwszej kwarcie 40:15. Do przerwy przewaga wynosiła aż 47 punktów.
Nowojorczycy wygrali serię 4-2 i czekają na zwycięzcę pary Celtics–Sixers.
Kibice w Massachusetts muszą uzbroić się w cierpliwość. Philadelphia 76ers wygrała u siebie 106:93, doprowadzając do remisu 3-3 w serii przeciwko Boston Celtics.
Tyrese Maxey (30 pkt) i Paul George (23 pkt) poprowadzili Sixers do zwycięstwa, mimo że Jayson Tatum stawiał poprzeczkę bardzo wysoko. Celtics, którzy dwukrotnie w tej serii wygrywali różnicą ponad 30 punktów, teraz stają pod ścianą. Wszystko rozstrzygnie się w sobotę w bostońskim TD Garden.
Największa sensacja wieczoru byl awans Minnesoty Timberwolves. Mimo braku swojej największej gwiazdy, Anthony’ego Edwardsa, Minnesota pokonała Denver Nuggets 110:98, zamykając serię wynikiem 4-2.
Pod nieobecność Edwardsa i DiVincenzo, ciężar gry wziął na siebie Jaden McDaniels, który rzucił 32 punkty i zebrał 10 piłek.
Minnesota melduje się w półfinale Konferencji Zachodniej, gdzie czekają już na nich San Antonio Spurs.

