Niesamowity pościg za rywalem i minimalna porażka Legii

-

- Reklama -

Pomimo 24 punktów straty do rywala koszykarze Legii nie ustali w walce o zwycięstwo. Zieloni Kanonierzy odrobili wszystkie straty, wyszli na minimalne prowadzenie, ale w decydujących momentach starcia to rosyjska Parma Perm była nieznacznie lepsza i zwyciężyła 72:70 w pierwszym meczu fazy TOP 16 europejskich pucharów FIBA Europe Cup.

Pomimo długiej podróży z Permu i niedawnego meczu w Zjednoczonej lidze VTB, to Rosjanie grali z dużo większa energią, która przekładała się na kilkupunktowe prowadzenie. Po czterech minutach gry Parma prowadziła 14:6. Legioniści nie mieli zbyt wielu otwartych pozycji do zdobycia punktów, a ponadto nie spisywali się dobrze w defensywie. Pierwsza kwartę Rosjanie zwyciężyli aż 33:12.


Kolejne minuty były już nieco lepsze w wykonaniu gospodarzy – za trzy punkty trafił Grzegorz Kamiński a spod kosza udanie zagrał Jure Skifić. Parma Perm szybko odpowiedziała punktami Jaremiah Hilla oraz Adasa Juskeviciusa. Nie kleiła się gra podopiecznym trenera Wojciecha Kamińskiego. Niedokładność w obronie niemal za każdym razem była karana stratą punktów, a tych Parma Perm na półmetku spotkania miała aż 52. Po pierwszej połowie goście prowadzili 52:29.

- Reklama -


Początek trzeciej kwarty w wykonaniu Zielonych Kanonierów był iście piorunujący – zza łuku trafiali kolejno Raymond Cowles, Łukasz Koszarek i ponownie Cowels dzięki czemu strata legionistów zmalała do 14 „oczek” Po przewie na żądanie trenera Kazysa Maksvytisa Parma Perm grała już dużo lepiej odpowiadając także trzema trafieniami za trzy punkty. Gra była już znacznie bardziej wyrównana niż miało to miejsce w pierwszej kwarcie, ale wciąż niewiele wskazywało na to, że Rosjaninie mogą stracić tak wysoką przewagę. To się zmieniło, gdy po raz kolejny zza łuku trafił Raymond Cowels, a udane akcje notowali Dariusz Wyka i Jure Skific. Przed ostatnią kwartą Legia przegrywała 51:62.

Strata warszawiaków szybko stopniała do zaledwie trzech „oczek” co zapowiadało niesamowite emocje do ostatnich sekund starcia. Legia znalazła w końcu sposób na zatrzymanie ofensywy rywala i była skuteczniejsza pod atakowanym koszem. Goście ciągle odpierali ataki Zielonych Kanonierów, ale na nieco ponad trzy minuty przed końcem czwartej kwarty to Legia po raz pierwszy w meczu wyszła na prowadzenie, 70:69. Jak się okazało legioniści nie powiększyli już swojego dorobku punktowego, a Parma zdołała zdobyć jeszcze trzy punkty. Przy stanie 70:72 dla Parmy piłkę posiadała Legia i miała 13 sekund na doprowadzenie do dogrywki lub triumfu w tym spotkaniu. Rzut Jure Skificia nie trafił jednak do kosza i goście mogli cieszyć się ze zwycięstwa 72:70.

„Bardzo źle zaczęliśmy ten mecz, rywale nas zdominowali, ale na szczęście zdołaliśmy się podnieść i wrócić do walki o zwycięstwo. Wyszliśmy nawet na prowadzenie, ale zabrakło nam nieco do wygranej” – powiedział trener Wojciech Kamiński.

Kolejny mecz Legii w ramach FIBA Europe Cup w środę, 15 grudnia – warszawianie zmierzą się na wyjeździe z mistrzem Holandii, ZZ Leiden. Zanim jednak Zieloni Kanonierzy udadzą się w podróż, czeka ich domowy mecz Energa Basket Ligi z MKS-em Dąbrowa Górnicza (sobota, 11 grudnia, godz. 19:30).

- Reklama -

Zapraszamy do GIGA Sportu

- Reklama -

UDOSTĘPNIJ

GIGA SPORT

Operacja Katar. Wszystko o mistrzostwach świata w najnowszym GIGA Sporcie!

Mundialowy GIGA Sport już w sprzedaży!!! Wielki poster polskiej reprezentacji i GIGA terminarz turnieju, piłki adidas prosto z Kataru i najnowsza FIFA 23!!! Ranking gwiazd mundialu...