1 lipca 2011 roku zasilił szeregi Manchesteru United. Odszedł z Atletico Madryt, którego jest wychowankiem. Grał w U-17, U-19, drugiej drużynie i pierwszej. Dla madryckiego zespołu rozegrał 119 spotkań, zachowując przy tym 33 czyste konta.
Już jako młody bramkarz wykazywał się charakterem na linii bramkowej. Jego refleks był nieprawdopodobny, szybkość w podejmowaniu decyzji, ratowanie drużyny w kluczowych momentach. Oglądając jego grę można było odnieść wrażenie, że jest o krok przed wszystkimi. Widział więcej, myślał więcej, działał więcej. Wysoką formę utrzymywał wiele lat, już po transferze do deszczowego Manchesteru. Oczywiście miał wzloty i upadki, lecz wzlotów zdecydowanie więcej. A jego zadania do najprostszych nie należały. Grał za plecami wielu świetnych obrońców, takich jak Patrice Evra, Antonio Valencia czy Rio Ferdinand, którzy z pewnością nieco ułatwiali jego zadania niszcząc ataki przeciwnych drużyn i nie dopuszczając do strzałów. Lecz de Gea grał też z takimi asami (z całym szacunkiem) jak Harry Maguire, Alex Telles, Axel Tuanzebe czy Alexander Buttner. A ci mu nie ułatwiali. Miejsce de Gei na bramce Czerwonych Diabłów od lat było niepodważane. Rozegrał aż 545 spotkań (190 czystych kont), co dało mu status legendy klubu. Jego kontrakt z poprzednim pracodawcą się skończył i postanowiono go nie przedłużać. Obecnie Hiszpan nie strzeże bramki w żadnym piłkarskim klubie. A mógłby.
Od 1 lipca 2023 roku wiemy o przynajmniej dziewięciu zainteresowanych osobą Hiszpana drużynach. Miał mieć okazję dołączenia do jednych z hiszpańskich zespołów. O jego względy zabiegała Valencia, której potrzebna jest zmiana na bramce, gdyż drużyna gra poniżej oczekiwań. Kolejną opcją miał być Betis. Znana jest również historia z Realem Madryt, gdzie jego transfer był prawie klepnięty. Podobno zawinił faks, który nie pozwolił wysłać odpowiednich dokumentów na czas. To było podczas gry Davida w Manchesterze, a Real robił podchody raz jeszcze. Podczas gdy Thibaut Courtois doznał kontuzji wykluczającej go z gry na długi czas, zastępstwem miał być de Gea. Rozmowy upadły, a Real zatrudnił Kepę wypychanego z Chelsea. Mowa była również o powrocie do Manchesteru, gdy występy Onany rozczarowywały. W doniesieniach pojawiało się również Newcastle, PSG, Inter Miami oraz Bayer, gdy Manuel Neuer złamał nogę na nartach. Ale nic z tego. I nic z tamtego, i nic z żadnego. David de Gea wciąż pozostaje bez klubu.
W 2023 roku oczom czytelników angielskiej prasy ukazał się wykres zarobków piłkarzy Premier League. De Gea znajdował się na trzecim miejscu, zarabiając więcej między innymi od Mohameda Salaha. Jego pensję oszacowano na ponad 400 tysięcy funtów tygodniowo. Nad nim znaleźli się jedynie Erling Haaland oraz Kevin De Bruyne.
Czy to pensja Hiszpana jest przeszkodą dla potencjalnego nowego pracodawcy? Być może. Ambicji sportowych nigdy nie można było mu odmówić, lecz kto wie, co siedzi teraz w jego głowie? Swoje dla tego pięknego sportu już zrobił, i zasług odmówić mu nie wolno. Wygrywał Ligę Europy, Mistrzostwo Premier League, Puchary Anglii… Dla kadry Hiszpanii rozegrał 45 spotkań.
Ostatnio pojawiające się plotki łączą go oczywiście z klubami Arabii Saudyjskiej. Konkretnie to Al-Shabab ma się po niego zgłosić. Czy Saudi Pro League będzie jego kolejnym przystankiem? Czas nam to pokaże. Może szykuje się sensacyjny powrót do Premier League, którą przecież tak dobrze zna? A może zupełnie nowy kierunek i dołączy do gwiazd dawnej Barcelony, obecnie w koszulkach Interu Miami? Może na włosku wisi decyzja o końcu kariery? Czas da nam odpowiedzi na te pytania. Miejmy nadzieję, że David wciąż trzyma formę i w każdej chwili jest gotowy wrócić na boiska.
