Juergen Klopp apeluje, by nie pytać piłkarzy o politykę w związku z mundialem w Katarze. Niemiec uważa, że oni powinni skupić się tylko na futbolu, unikając komentarzy dotyczących protestów, krytyki państwa-organizatora mistrzostw, któremu zarzuca się łamanie praw człowieka. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Niemiec dopuścił się hipokryzji, sam zabierał bowiem głos w sprawach politycznych podczas pracy w BVB i Liverpoolu.
Klopp jako zdeklarowany lewicowiec
W 2009 roku, gdy był trenerem Borussi Dortmund, udzielił wywiadu, w którym stanowczo wyznał:
„Jestem na lewicy, bardziej na lewicy niż w centrum. Wierzę w państwo opiekuńcze. Nie mam problemu z płaceniem na ubezpieczenie zdrowotne. Nie jestem ubezpieczony prywatnie. Nigdy nie zagłosowałbym na partię, która obieca obniżenie najwyższej stawki podatkowej. Politykę rozumiem tak: jeżeli mi się powodzi, chcę, żeby powodziło się też innym” – zdradził Klopp.
Wierny dziedzictwu Shankly’ego
Niemiecki trener przyznał też, że jeżeli jest coś, czego nigdy nie zrobi, to na pewno może zapewnić, że nie zagłosuje na partię prawicową. Jest zdeklarowanym socjaldemokratą, co ucieszyło kibiców Liverpoolu.
Bill Shankly, legendarny trener Liverpoolu sprzed wielu lat, nie ukrywał, że jest socjalistą. Klopp swego czasu zatem nawiązał do tego etosu, któremu wierny jest klub piłkarski z Anfield. Utarło się, że Shankly dzięki futbolowi chciał stworzyć wspólnotę łączącą robotników i zwykłych mieszkańców, a spoiwem był zespół Liverpoolu.
Niepokojący populizm
Klopp to człowiek lewicy i chrześcijanin zarazem. Będąc już menedżerem Liverpoolu, stwierdził w wywiadzie dla „The Independent”, że niepokoi go populizm, który rozumie jako pozornie łatwe rozwiązanie problemu, mimo że w istocie ów wcale prosty nie jest. Krytycznie odnosił się też do Brexitu.
Podkreślał, że Unia Europejska jego zdaniem nie jest idealna, ale nic lepszego nie wymyślono. Przypominało to opinię Winstona Churchilla o demokracji.
Sam komentuje, innym odradza
Abstrahując od oceny wypowiedzi Juergena Kloppa, która zależy od preferencji politycznych kibiców i obserwatorów, jak widać, Niemiec zabierał do tej pory w takich sprawach głos. Niestety dziwnym trafem zabrania krytykowania reżimu w Katarze.

