Gerard Pique spędził w dorosłej drużynie Barcelony 14 lat. Sięgał z zespołem Pepa Guardioli po tzw. sekstet, święcił wiele triumfów pod wodzą kolejnych trenerów Barcy. Ma status żywego pomnika w Barcelonie, ale u schyłku kariery rozmieniał się na drobne. Kilka miesięcy temu powiedział ”pas”. A wkrótce czeka go prezesura w Blaugranie?
Zwolennik niepodległości Katalonii
Jeśli za jakiś czas, bliżej nieokreślony, wystartuje w wyborach na prezesa klubu, to może ująć wielu socios swoją proniepodległościową postawą. Gerard Pique wprawdzie uważa, że gra dla reprezentacji Hiszpanii to duma, jednak w jego myśleniu można dostrzec pewien dysonans, zważywszy na to, że zarazem był gorącym zwolennikiem nieuznawanego przez władze centralne w Hiszpanii referendum niepodległościowego.
Katalończycy głosowali za niepodległością w 2017 roku. Pique, jeśli tylko może, daje do zrozumienia, jakie jest jego stanowisko w tej burzliwej sprawie: tak dla niepodległości Katalonii.
Negocjacje z prezesem federacji i ich amoralność
Pique padł swego czasu ofiarą „afery podsłuchowej”. Rozmawiał z prezesem hiszpańskiej federacji Luisem Rubialesem o tym, jak rozwiązać kwestię finansów w związku z rozgrywaniem Superpucharu Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej.
Padło wiele słów o prowizjach, podziale zysków, przyznawaniu określonych kwot danym podmiotom, w tym klubom. Pique bawił się w te kalkulacje, co było tym bardziej nieetyczne, że przecież sam był aktywnym uczestnikiem owych rozgrywek jako zawodnik Barcelony. Ale ta historia dowodzi, że on chce robić biznes, a w przypadku prezesa Blaugrany to może być nader przydatne.
Talent biznesowy
Ta dyskusja Pique z Rubialesem mogła się wywiązać, bo wcześniej firma piłkarza – Cosmos weszła w ten biznes. To dowód, że już były obrońca Barcy ma duży talent biznesowy. Należy pamiętać, że angażował się też w kwestie dotyczące organizacji tenisowego Pucharu Daviesa.
Już w 2014 roku wykupił 30% udziałów w katalońskiej firmie gastronomicznej Bas Alimentaria. Można długo wymieniać jego aktywność na wielu płaszczyznach w roli przedsiębiorcy.
To on załatwił kontrakt z Rakutenem
Ponieważ Pique pewnie już teraz myśli o stanowisku prezesa Barcelony, warto wspomnieć, że sześć lat temu załatwił ukochanemu klubowi, by firma Rakuten, azjatycki gigant sprzedaży internetowej, znalazła się na koszulkach piłkarzy Barcy.
Klub otrzymał za tę współpracę 55 mln euro rocznie. To było pokłosie znajomości piłkarza z Hiroshim Mikitanim, właścicielem Rakutena. Teraz można domyślać się, że fani Barcy liczą, iż w niedalekiej przyszłości, gdy Pique przejmie władzę w klubie, zadba o odpowiednie kontrakty sponsorskie i przyciągnie wielu dobrodziejów do klubu z Camp Nou.
Koniec kariery i rezygnacja z pensji
Gerard Pique ujął część fanów tym, że oświadczył, iż nie wyobraża sobie gry w innym klubie. A zatem na dobre skończył z futbolem jeśli chodzi o karierę zawodniczą. W najbliższą sobotę chce pożegnać się z cules na Camp Nou.
Kings League to jego nowy projekt, piłka nożna w wesołym wydaniu, chce przyciągnąć młode osoby, już mu się to udało. A ta idea ma być rozwijana.
Lubił prowokować
Wielu kibiców Barcelony lubiło wyraziste, często kontrowersyjne wypowiedzi Gerarda Pique. Gdy powiedział, że gwizdy na Santiago Bernabeu, są dla niego symfonią, fani Barcy byli wniebowzięci. Zawsze będą mieć też w pamięci wyciągniętą dłoń symbolizującą manitę, pięć goli strzelonych Realowi Madryt przed laty.
Pique lubił też wbijać szpilki lokalnemu rywalowi: „Od dawna mam tyle pieniędzy, ile wynosi budżet Espanyolu”. Cules kochają tych, którzy podsycają antagonizmy. Wystarczy przypomnieć sobie kampanię Joana Laporty i baner w pobliżu Santiago Bernabeu: „Nie mogę doczekać się, kiedy znowu się zobaczymy”. Pique też byłby do tego zdolny.
Czytaj w GIGA Sport!!!

