2010 rok był pasmem bezprecedensowych sukcesów dla Barcelony, patrząc na podium Złotej Piłki. Trzy czołowe miejsca w plebiscycie zajęli gracze Barcy, mało tego, zawodnicy ukształtowani w szkółce La Masia – Leo Messi, Andres Iniesta, Xavi Hernandez. Barcelona jednak miała w swojej historii również takich zdolnych piłkarzy, na których na początku się nie poznano. Jednym z nich jest… Gerard Pique.
Barcelona jako wielka rodzina
Utarło się, że gracze Barcelony stanowią jedną wielką rodzinę. Tak mówiło się zwłaszcza wtedy, gdy w drużynie przeważali wychowankowie, co było swego rodzaju fenomenem. Niektórzy bowiem przeszli drogę od drużyny juniorów aż po triumfy w Lidze Mistrzów. Jednak byli też tacy, dziś znani prawie każdemu kibicowi piłkarze, którzy musieli pokonać wyboistą drogę, by odnieść sukces na Camp Nou.
Trzy wyrzuty sumienia
Barcelona ma kilka wyrzutów sumienia. Tak można określić trzech piłkarzy, mowa o Gerardzie Pique, Cesku Fabregasie, Jordim Albie. To wychowankowie słynnej La Masii, akademii uznawanej za elitarny uniwersytet piłkarski od wielu lat. Dlaczego Pique nie od razu wiodło się w Barcelonie?
Piquenbauer i socio po przyjściu na świat
Gerard Pique, dziś znany jako „Piquenbauer” (humorystyczne nawiązanie do Franza Beckenbauera, aluzja wynikająca z podobieństw w grze obu piłkarzy), jak mówią niektórzy, wyssał miłość do Barcy z mlekiem matki. Już w dniu narodzin przyszły gwiazdor Blaugrany dostał od swojego dziadka kartkę katalońskiego socio – oficjalnego kibica klubu.
Czuł się jak niewolnik
Pique przed laty przyznał, że czuł się w Barcelonie jak… niewolnik (czytamy o tym w książce „FC Barcelona”, napisanej przez Tomasza Ćwiąkałę, która ukazała się w ramach serii „Giganci futbolu”), a na domiar złego klub nie chciał przystać na negocjacje z nim.
Ponadto nie pasował charakterologicznie do ułożonych, potulnych chłopaków z La Masii, z których kpił swego czasu Zlatan Ibrahimovic. Szwed uważał, że karnie wykonują wszystkie polecenia Pepa Guardioli, będąc już zawodnikami pierwszej drużyny.
Odżył w Manchesterze
„Gerim” zainteresował się Manchester United. I na Wyspach zawodnik przeszedł ogromną przemianą fizyczną, co stało się jego wielkim atutem. Rozrósł się, przytył, w końcu miał męską sylwetkę, idealną, by twardo walczyć z rywalami. Do tego dochodził wojowniczy charakter i imponująca zadziorność.
Miłość do Barcy nie ustała
Jednak mimo że początkowo w Barcelonie czuł dyskomfort, to wciąż był przywiązany do tego klubu, o czym świadczy jego powrót do stolicy Katalonii. Miało to miejsce 2008 roku. Wtedy był już ukształtowanym obrońcą (w międzyczasie zaliczył jeszcze wypożyczenie do Realu Saragossa), a Barca, widząc rozwój Pique, zapłaciła 5 mln, by odzyskać rosłego, utalentowanego wychowanka.
Fabregas jako kolejny wyrzut sumienia
Podobnie rzecz miała się z Ceskiem Fabregasem, który przed laty został doceniony przez Pepa Guardiolę. Obecny menedżer Manchesteru City rzucił: „Cesc, kiedyś zostaniesz czwórką w Barcelonie”. On uczył się futbolu pod okiem Arsene’a Wengera, był kolejnym wyrzutem sumienia Barcelony.
Znali się z kadetów
A przecież w drużynie kadetów dobrze radzili sobie Fabregas, Messi i… Pique. Ostatnim z odtrąconych zbyt pochopnie był Jordi Alba, który opuścił Barcelonę w wieku 16 lat, a był tam już mając 9. Dawał radę w Valencii i po pewnym czasie wrócił. Po tym sezonie prawdopodobnie odejdzie.
Gerard Pique, Cesc Fabregas i Jordi Alba to trzy wyrzuty sumienia Barcelony sprzed lat. Barca naprawiła swoje błędy, ale żeby to zrobić, musiała wydać aż 50 mln. Dzięki temu odzyskała tych zawodników. Dziennikarze z Madrytu czasami kpią, zachodząc w głowę, jak do tego doszło, że w Barcelonie nie zauważono od razu potencjału tak wytrawnych graczy. Cóż, bywa i tak, a przecież w ekipie Realu także dochodziło do zadziwiających pomyłek, wystarczy podać przykład Samuela Eto’o, jeden z wielu.

