Ten plan świtał w głowie od dawna. Horrendalne ceny hoteli, przesyt latania i wreszcie pragnienie wolności dokończyły dzieła. Jedziemy na mundial kamperem – jednogłośnie zapadała decyzja wśród ekipy przemierzającej piłkarskie turnieje od 30 lat.
Radziej, Kowal, Czarek, Maciek i ja, przy wsparciu centrali logistycznej Maria na warszawskim Mordorze – to nie mogło skończyć się porażką. Obejrzeć piłkarskie mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku to jedno, a zobaczyć przy tym dżunglę Manhattanu, Dziki Zachód i Góry Skaliste to drugie.

Brak awansu Polski spowodował, że musieliśmy przebudować pierwotne plany podbicia Meksyku i Teksasu. Ostatecznie wybór padł na start naszego RV (jak mówią na kampera Amerykanie) w Toronto okraszony meczem Kanada – Bośnia i Hercegowina. Potężny ford z silnikiem V10 rozpoczął trasę prawie 10 tysięcy kilometrów.

Przez Niagarę ruszyliśmy na podbój Nowego Jorku, Filadelfii, Bostonu i kasyn w Atlantic City. Potem powrót do Kanady, podjęcie Czarka i Maćka z lotniska w Toronto i obranie już kursu na Dziki Zachód. Poprzez wizytę na najbardziej amerykańskim stadionie w Kansas na niepowtarzalnym meczu Ekwador – Curacao, eksplorację największych skał i innych atrakcji Dakoty, Wyoming i Montany, kilka dni w kanadyjskich Górach Skalistych, by na koniec popatrzeć na piłkarskie postępy „All Whites’ w meczu z Belgią na pięknym stadionie w Vancouver.

Ponieważ nie samym futbolem człowiek żyje, znaleźliśmy też chwilę na fetę mistrzowską koszykarzy New York Knicks przy Madison Square Garden a kilka dni później na jeszcze bardziej huczną imprezę z okazji obrony tytułu przez koszykarzy Legii Warszawa.
Generalnie, obejrzanych zostało na trybunach, w barach i przede wszystkim na pokładzie kampera (dzięki starlinkowi, ukłony Kowal) przez 17 dni 72 meczów fazy grupowej mistrzostw, playoffy koszykarzy i niższych polskich lig (niekiedy na 3 kompach naraz).
Gdy doda się do tego pływanie w obu oceanach i niezliczonych górskich jeziorach, eskapady po Górach Skalistych, atak (prawie:) niedźwiedzia grizzly i żółwi krokodylich oraz świetną atmosferę na pokładzie RV, to mój siódmy mundial uważam za OK.

A już niedługo „Football is coming home”, czyli mistrzostwa Europy w Wielkiej Brytanii. Trzeba być…
