
Przez wiele lat popularność Manchesteru United w wymiarze globalnym, jeśli uwzględniamy kluby z Anglii, mogła równać się z szałem na punkcie Barcelony i Realu Madryt. Teraz pod tym względem lokalnego rywala zaczyna doganiać drużyna Pepa Guardioli, co widać np. w Azji. Brytyjska prasa wskazuje na efekt Haalanda.
Pasmo sukcesów sprzyja City
Sukcesy sportowe City w kraju przyczyniły się do wzrostu popularności tego zespołu w Azji. Chociaż cały czas to czerwone koszulki United można zauważyć na ulicach Bangkoku, Kuala Lumpur czy Szanghaju, trend wyraźnie się odwraca na korzyść City. Gracze United ostatni raz sięgnęli po prymat w kraju w 2012 roku. A od tego czasu zawodnicy City zdobywali tytuł mistrzowski aż pięciokrotnie.
Miliony kibiców w Azji
Różnie bywa z oceną wiarygodności jeśli chodzi o liczbę fanów angielskich klubów w Azji, natomiast zaznaczmy, że w 2015 roku Chelsea szczyciła się grupą 250 milionów sympatyków z tego kontynentu. Było to trzy lata po ogłoszeniu United, które wtedy imponowało, bowiem mówiło się o 325 milionach kibiców w regionie Azji i Pacyfiku. United i Liverpool czyli odwieczny wróg to drużyny, które mogły liczyć na mnóstwo fanów z południowo-wschodniej części Azji, to głównie Malezja, Tajlandia i Singapur. A to dlatego że angielską ligę transmitowano tam już w latach 70. ubiegłego stulecia.
United w modzie od lat 90.
Pod koniec lat 90. piłkarze United zaczęli podbijać Azję, jeśli chodzi o swoją sławę. Proces na dobrą sprawę rozpoczął się już na początku ówczesnej dekady, wraz z powstaniem Premier League, ale przybrał na sile z czasem. W XXI wieku Cristiano Ronaldo, Carlos Tevez, Wayne Rooney czy, co szczególnie warto zaznaczyć, Park Ji-sung, a zatem zawodnik z Korei Południowej – to byli gracze rozsławiający ekipę United poza Europą. Wtedy możliwy był podbój kolejnych rynków, można tu wymienić Chiny, wspomnianą już Koreę, Japonię czy Indie.
Indywidualności pozwoliły City na bycie konkurencyjną ekipą
Wahadło wychyliło się w drugą stronę po wielkich inwestycjach w ekipę City. Brytyjskie media podają, że Kevin de Bruyne, Sergio Aguero czy David Silva to wytrawni, znakomici gracze, którzy odwrócili tę tendencję na korzyść właśnie drużyny z Etihad. Dystans do lokalnych rywali został w pewnym stopniu zniwelowany. Azjatyccy kibice bardziej przywiązują się jako ogół, większość do indywidualności niż do drużyn, co pomogło City rywalizować w tym aspekcie z United, który przez lata w ten sposób imponował, dystansując resztę stawki.
Haaland popularny w Chinach, City na czwartym miejscu
Bi Yuan, obserwator tych tendencji w Pekinie, zdradził „Guardianowi”, że Erling Haaland wygenerował wiele tematów w chińskich social mediach. A szał na jego punkcie widoczny jest także choćby w Tajlandii.
Znamienne, że w chińskim odpowiedniku Twittera – Weibo City jest na czwartym miejscu jeśli chodzi o obserwujących. Nadal przoduje United, na drugim i trzecim miejscu uplasowali się Chelsea i FC Barcelona, natomiast City wyprzedza takie tuzy jak Real Madryt i Liverpool. Nikt nie ma wątpliwości – to efekt Haalanda.
