
Wczoraj miało miejsce to, co jeden z felietonistów „Mundo Deportivo” określił jako lekcję życia. Cierpiący na stwardnienie zanikowe boczne Juan Carlos Unzue wygłosił płomienną przemowę do piłkarzy Barcelony. Po niepowodzeniu w Lidze Mistrzów i porażce w ostatnim El Clasico Xavi uznał, że Barca potrzebuje wiele życiowej energii od człowieka, który się nie poddaje mimo tylu przeciwności losu. Wielu uważa, że to wydarzenie musi podnieść morale zespołu.
Cierpienie z ALS, Hawking nadzieją
Juan Carlos Unzue dwa lata temu ogłosił, że cierpi na nieuleczalną chorobę ALS – stwardnienie zanikowe boczne. ALS to postępująca choroba neuronu ruchowego. Niszczy komórki rdzenia kręgowego. Z czasem ręce, nogi i ramiona tracą zdolności ruchowe. Zwykle na ALS zapadają mężczyźni w wieku 60-70 lat, jednak Unzue to cierpienie dotknęło wcześniej, bo miał 53 lata, poznał diagnozę. Na ogół można żyć z tą chorobą 4-5 lat. Nadzieję może dawać historia słynnego naukowca Stephena Hawkinga, który gdy usłyszał diagnozę, został przytłoczony i wręcz skazany na śmierć, ale żył ponad 50 lat z ALS.
Apel do piłkarzy Barcelony ze strony byłego bramkarza
„Bądźcie odważni. Jesteście bardzo dobrą drużyną. Znowu będziecie oczarowywać wszystkich cules swoją grą.” – zaapelował do zawodników Barcy Unzue, następnie ich komplementując. To wychowanek Osasuny. Tam zaczynał piłkarską karierę, później był w Barcelonie, gdzie zapracował na status zmiennika Andoniego Zubizarrety, spędził też aż siedem lat w Sevilli, gdzie rozegrał ponad 200 meczów. Występował również w drużynie z Teneryfy, a na zakończenie kariery wrócił do Pampeluny.
Był trenerem bramkarzy i asystentem Enrique w Barcelonie
W Barcelonie jako trener pierwszy raz pojawił się w 2003 roku i przez 7 lat pracował z bramkarzami. Świetnie dogadywał się z Frankiem Rijkaardem i Pepem Guardiolą. Później była samodzielna praca w Numancii i Racingu Santander. Z czasem został asystentem Luisa Enrique, w tej roli spełniał się w Celcie Vigo i przede wszystkim Barcelonie. Będąc członkiem sztabu szkoleniowego drużyny z Camp Nou, odpowiadał za stałe fragmenty gry. Czynił starania, by drużyna poprawiła ten element i istotnie wówczas strzelała gole po rzutach rożnych chociażby.
Niedawno Barcelona pomogła jemu
24. sierpnia na Camp Nou odbył się mecz FC Barcelona-Manchester City. Reklamowano to spotkanie jako powrót Pepa Guardioli do domu. Było efektownie, skończyło się remisem 3:3, ale nie futbol był najważniejszy. To była inicjatywa Juana Carlosa Unzue. On wymyślił mecz charytatywny na rzecz walki ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Cały dochód z meczu został przeznaczony na finansowanie badań mających doprowadzić do znalezienia leku, by walka z tą chorobą wreszcie mogła stać się skuteczna. Przed tym pamiętnym meczem prezes Barcelony Joan Laporta wypowiadał się z podziwem o Unzue, podkreślając, że idea rozgrywania tego spotkania wpisuje się idealnie w hasło, będące mottem klubu: mes que un club, czyli więcej niż klub.
Najpierw natchnął Osasunę
Teraz Unzue ma natchnąć graczy Barcelony, a wcześniej udało się to z piłkarzami Osasuny. W październiku ubiegłego roku Villarreal grał na trudnym terenie w Pampelunie i mimo że we wcześniejszym sezonie triumfował w Lidze Europy, tam przegrał, i to w dramatycznych okolicznościach. Zawodników drużyny z Nawarry zainspirował ich młodszy kolega, wychowanek tego klubu, właśnie Juan Carlos Unzue:
„Pomyślcie o mnie, gdy będzie wychodzili na boisko. Doceńcie, jakie spotyka was szczęście. Spójrzcie, przecież jesteście zdrowi. Możecie robić to, co sprawia wam przyjemność. Ja, tak jak wy, kochałem piłkę nożną i swoją pracę, choć wiązała się z wielkim obciążeniem psychicznym” – tak mówił Unzue i tchnął w piłkarzy ducha walki. Walczyli i postawili na swoim, a zwycięskiego gola strzelił Chimy Avila w 87. minucie rywalizacji…
Teraz kibice Barcelony mogą wierzyć, że Unzue pomoże także ich drużynie.
