Jeremy Sochan wrócił na parkiety NBA i rozegrał swój pierwszy mecz w sezonie 2025/26. Reprezentant Polski był wyróżniającym się graczem San Antonio Spurs, którzy toczyli zaciętą walkę z Los Angeles Lakers dosłownie do ostatniej sekundy spotkania. Ostatecznie wygrali Jeziorowcy 118:116.
Sochan rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, ale w sumie spędził na parkiecie 23 minuty. W tym czasie zdobył 16 punktów i zaliczył dwie zbiórki oraz jeden przechwyt. Jeremy miał bardzo dobrą skuteczność, bo trafił sześć z siedmiu rzutów z gry (w tym jeden z dwóch rzutów za 3).
Spurs rozpoczęli rywalizację z Lakers od serii trafień Juliana Champagnie, który przy wsparciu m.in. Devina Vassella był w stanie wyprowadzić przyjezdnych na prowadzenie (10:18). W międzyczasie za linią boczną mogliśmy oglądać przygotowującego się do gry Sochana, który po niespełna siedmiu minutach po raz pierwszy pojawił się na parkiecie.
Jeremy od początku odpowiadał przede wszystkim za powstrzymywanie Luki Doncicia. Kilka raz skutecznie zdołał uprzykrzyć mu życie, ale Słoweniec rozgrywał tej nocy znakomite spotkanie. Lakers zaczęli stopniowo zmniejszać swoją stratę, ale tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony Sochan popisał się przechwytem, po czym samodzielnie wykończył kontratak, zdobywając swoje pierwsze punkty w tym sezonie (26:29).
Drugą odsłonę Sochan rozpoczął na ławce rezerwowych. Pod jego nieobecność Ostrogi utrzymywały skromną przewagę, ale Jeziorowcy nieustannie naciskali. 22-latek wrócił na parkiet, kiedy rywale zdołali doprowadzić do remisu (44:44). Po chwili trójka Ruiego Hachimury dała im długo wyczekiwane prowadzenie.
Prowadzenie dla Spurs odzyskał Jeremy Sochan, który po faulu Jake’a LaRavii stanął na linii rzutów wolnych i skutecznie wyegzekwował obie próby. Co ciekawe, Polak ponownie wykonuje je dwiema rękami, a nie w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli z tylko jedną dłonią na piłce.
Przed przerwą Sochan skutecznie wykończył jeszcze kontratak po stracie Lakers i podaniu Victora Wembanyamy, a w jednym z kolejnych ataków minął Deandre Aytona po indywidualnej akcji i wykończył ją spod kosza (56:58). Jeszcze przed przerwą rzuty osobiste wykorzystali Luka Doncić i Marcus Smart, więc to Lakers schodzili do szatni z nieznaczną przewagą (60:59).
Po zmianie stron świetny fragment zaliczył Harrison Barnes, który trafiał trójkę za trójką i to przede wszystkim dzięki niemu podopieczni Mitcha Johnsona odzyskali prowadzenie. Kiedy na parkiet wrócił Sochan, to znów zaliczył kilka udanych akcji w defensywie zmuszając Doncicia do podania bądź rzutu z trudnej pozycji. Wynik przez dłuższy czas oscylował jednak w granicach remisu.
Dopiero lepszy fragment Stephona Castle’a i seria punktowa 8:0 gości sprawiła, że Spurs zdołali odskoczyć na dwucyfrowy pułap (80:90), który następnie utrzymywali mniej więcej aż do czwartej minuty ostatniej kwarty. Lakers znaleźli się wówczas w zasięgu sześciu punktów, ale Sochan najpierw wykorzystał podanie Castle’a i wykończył akcję alley-oopem, a następnie zaliczył ofensywną zbiórką i wpakował piłkę do kosza po spudłowanym rzucie kolegi z drużyny (95:103).
Gdy Lakers znów zbliżyli się na sześć oczek, Polak wykorzystał zaniedbanie w defensywnym ustawieniu rywala i trafił za trzy. Kiedy Sochana, z uwagi na piąty faul, na parkiecie zastąpił Barnes, gospodarze zdołali zbliżyć się z wynikiem, a następnie doprowadzić do remisu (110:110). W kolejnym ataku dwa razy z linii trafił Wembanyama, na co trójką odpowiedział jednak Doncić.
W kluczowym momencie rzucający za trzy Jake LaRavia nie trafił nawet w tablicę czy obręcz, ale Spurs nie zdołali tego wykorzystać. Odpowiedzialność za zespół próbował wziąć na siebie Wembanyama, ale sędziowie dopatrzyli się jego faulu w ofensywie, który był już jego szóstym tej nocy, co oznaczało koniec gry dla Francuza.
Wembanyamę na parkiecie zastąpił Sochan. Spurs nie byli jednak w stanie zatrzymać przepisowo Lakers, więc na linii rzutów wolnych stanął Rui Hachimura. Japończyk wykorzystał tylko jedną próbę, na którą po podaniu Jeremiego odpowiedział Keldon Johnson (116:114). W kolejnej akcji, z uwagi na kończący się czas, Polak musiał ponownie faulować rywala, ale było to jego szóste przewinienie tej nocy.
Poświęcenie Sochana się jednak opłaciło. Dwa rzuty wolne trafił co prawda Marcus Smart, ale po kolejnej odpowiedzi Kelly’ego Olynyka na linię końcową przy wznowieniu nadepnął Smart, przez co na 1,2 sekundy przed ostatnią syreną piłka trafiła do Spurs. Przy wznowieniu Lakers dopuścili się przewinienia na Champagnie, który nie wykorzystał jednak pierwszej próby i tym samym Ostrogi straciły szansę na dogrywkę.
Najlepszym punktującym San Antonio był tej nocy Victor Wembanyama, który skompletował 19 oczek, osiem zbiórek i trzy asysty. Po stronie Lakers znakomite zawody rozegrał Luka Doncić, autor 35 punktów, 13 asyst, dziewięciu zbiórek i pięciu przechwytów.
Dla Spurs jest to dopiero druga porażka w tym sezonie, jednak sprawia ona, że to Los Angeles Lakers zastępują ich na 2. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej. Kolejnym rywalem Ostróg, w nocy z piątku na sobotę, będą Houston Rockets.
Najlepsze akcje Spurs:
Kolejne spotkania San Antonio Spurs:
7/8 października (noc z piątku na sobotę): San Antonio Spurs – Houston Rockets; godz. 1:30
8/9 października (noc z soboty na niedzielę): San Antonio Spurs – New Orlenas Pelicans; godz. 2:00
10/11 października (noc z poniedziałku na wtorek): Chicago Bulls – San Antonio Spurs; godz. 2:00
12/13 października (noc z środy na czwartek): San Antonio Spurs – Golden State Warriors; godz 2:00
14/15 października (noc z piątku na sobotę): San Antonio Spurs – Golden State Warriors; godz 3:30
Najnowszy GIGA Sport do kupienia w całej Polsce!
Karty gwiazd Ligi Mistrzów GRATIS!!!

