„Mój tata zwykle nie płacze, ale dziś widziałem u niego łzy. To dlatego, że to był wyjątkowy moment” – powiedział po prezentacji w Realu Jude Bellingham.
Kto stoi za sukcesem Jude’a?
Mark Bellingham, były sierżant policji w West Midlands i napastnik, który bił rekordy w angielskiej amatorskiej lidze piłki nożnej, pomógł synowi w dojściu na sam szczyt.
Ojciec Jude’a lubił futbol, ale dla niego była to tylko miła rozrywka. Całą karierę spędził w Non-League, to amatorska liga. Tam udało mu się strzelić ponad 700 goli (wiadomo już, dlaczego określone aspekty są w tożsamości Jude’a).
Kiedy Bellingham senior miał na koncie 698 trafień, obejrzał czerwoną kartkę w przedostatniej kolejce i nie mógł dobić do mitycznych siedmiuset trafień. Nie wzruszył ramionami i nie zakończył przygody z futbolem, ale mimo ograniczeń zdecydował się rozegrać jeszcze jeden sezon, aby nadal strzelać. Determinację wpoił też swojemu synowi.
Prawdopodobnie Jude’a nie byłoby w Madrycie, gdyby nie połknął futbolowego bakcyla za sprawą swojego ojca. W wywiadzie dla „The Guardian” gracz „Królewskich” wspomniał, że od najmłodszych lat przychodził oglądać go w akcji na poziomie amatorskim non-league (od piątego szczebla rozgrywek w dół).
Hobbystyczna kariera piłkarska Marka Bellinghama rozpoczęła się w 1994 roku i z powodzeniem następnie z biegiem lat pracował na status znakomitego snajpera spoza topu. Pasję dzielił on z pracą sierżanta policji, jak już wspomnieliśmy na początku.
W jednym, szczególnym dla siebie sezonie (2005/2006) zdołał wpisać się na listę strzelców aż 61 razy. Obecnie postrzegany jest jako jeden z najskuteczniejszych strzelców i absolutna legenda futbolu w wydaniu amatorskim na Wyspach Brytyjskich. Tymczasem jego piekielnie zdolny syn może być już wkrótce ikoniczną postacią w Realu Madryt. Na razie wprawia w zdumienie całą piłkarską Hiszpanię i ma fanów na całym świecie, czemu doprawdy trudno się dziwić.
Czytaj nowe GIGA Sport!!!

